Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z Januszem Kidawą, reżyserem filmów fabularnych i dokumentalnych

    Autor: Rozmawiała: Henryka Wach-Malicka

    2007-09-25, Aktualizacja: 2007-09-26 07:31 źródło: Dziennik Zachodni

    Dziennik Zachodni: Co reżyser ekranowych hitów: "Grzesznego żywota Franciszka Buły" i "Pejzażu horyzontalnego" - sądzi o współczesnej polskiej kinematografii? Rozmawiamy w dniu, w którym kończy się festiwal w Gdyni; ...

    Dziennik Zachodni: Co reżyser ekranowych hitów: "Grzesznego żywota Franciszka Buły" i "Pejzażu horyzontalnego" - sądzi o współczesnej polskiej kinematografii? Rozmawiamy w dniu, w którym kończy się festiwal w Gdyni; jest okazja do refleksji.

    JANUSZ KIDAWA: A będzie pani zadowolona, jeśli powiem, że kinematografia polska prawie nie istnieje, zaś te wszystkie festiwale, przeglądy i rączki w betonie, to mydlenie oczu?

    DZ: A powie pan tak?

    JK: Oczywiście. Współczesne polskie filmy są po prostu papierowe i trudno się dziwić, że mało obchodzą publiczność. Jak nie ma dobrego scenariusza, bohaterowie mówią wydumanym językiem, a reżyserom często brakuje rzemiosła, to komu taki film może się spodobać? W dodatku robione są na jedno kopyto; o przepraszam - na dwa kopyta. Albo ekranizacje lektur szkolnych, albo dylematy egzystencjalne, z jakąś metaforą w podtekście. Ja nie mówię, że nie ma wyjątków, ale jeden "Dzień świra" nie stanowi o dobrej kondycji całej kinematografii.

    DZ: Ale przyznaniu Złotych Lwów towarzyszy sporo emocji. Interesuje się tym publiczność, sporo szumu robią media.

    JK: O, fajne i trafne słowo - szum. Te festiwale i te filmy istnieją głównie w gazetach. I w telewizji, bo jak telewizja transmituje taką nadętą galę, to naród ogląda. Ale do kina na polskie filmy polski naród już nie chodzi. Chyba że wyjątkowo. Ze szkołą na "Pana Tadeusza" albo na naprawdę porządne kino, czyli statystycznie raz na dwa lata.

    DZ: Mierzi pana ta sytuacja?

    JK: Jak diabli.

    DZ: Dlatego nie chce pan już kręcić filmów?

    JK: Przede wszystkim nie pozwala mi na to chore serce, a za pieniędzmi na produkcję też nie będę się uganiał. Nie żebym był taki wygodny, ale wiem od kolegów, że kasa znajduje się na filmy "potencjalnie komercyjne", a na tzw. kino artystyczne najczęściej jej nie ma. Skoro jednak tak wiwatujemy w tej Gdyni, to pytam: a dlaczego od lat polski film nie dostał nagrody na jakimś festiwalu międzynarodowym?

    DZ: Kinom wyrosła niebywała konkurencja: telewizja i internet.

    JK: A i owszem. Tylko że jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Czy potęga telewizji usprawiedliwia marny poziom artystyczny filmu kinowego? Powinno być odwrotnie - przy takiej konkurencji polscy reżyserzy powinni się bardziej starać. Kłopot tkwi gdzie indziej - kino w ogóle, a polskie w szczególności, odgrywało kiedyś znaczną rolę w kształtowaniu świadomości społecznej. To może drętwo brzmi, ale jest prawdą - widz znajdował w kinie to, czego nie było w gazetach czy w ogóle w propagandzie. Widzowie nam, reżyserom, ufali. Teraz, gdy niby wszystko wolno, scenarzyści i reżyserzy ugrzęźli w banale. Producenci natomiast, wzorem Hollywood, patrzą na film jak na produkt, a nie na sztukę. Kiepski wzór, kiepski efekt.

    DZ: Nie idealizuje pan przeszłości? "Pejzaż horyzontalny" cenzura tak pocięła, że prawie się pan załamał...

    JK: No, droga moja, nie ma nic za darmo. Cenzura była straszna, ale paradoksalne działała na nasz intelekt. Proszę się nie śmiać, proszę popytać reżyserów z mojego pokolenia. Wszyscyśmy się wysilali, żeby powiedzieć to, czego mówić nie było wolno. Często się udawało, bo cenzorzy byli różni; zdarzali się tępi, ale bywali i inteligentni, których napadała nagła "ślepota". Operowanie znakiem, skrótem czy skojarzeniem zmuszało realizatorów do cyzelowania scenariusza. Nie postuluję, uchowaj Boże, powrotu cenzury. Wydaje mi się jednak, że wykładanie kawy na ławę dobre jest w publicystyce, a nie w sztuce.

    DZ: Przez wiele lat był pan wziętym dokumentalistą, a dokument robiło się w PRL-u chyba trudniej niż fabułę.

    JK: Dokument filmowy - w moim rozumieniu - powinien być tylko rejestracją życia. Refleksja to już rzecz odbiorców. Zdarzały mi się ingerencje cenzury w filmy dokumentalne, ale chyba łatwiej było je obronić. "To jest prawda o życiu, towarzyszu" mówiło się na kolaudacji. Jeśli chodzi o zastrzeżenia towarzyszy, to częściej "upominano" mnie zresztą w Komitecie Wojewódzkim w Katowicach niż np. w KC czy ministerstwie. Praca dokumentalisty to była nieustająca przygoda, wędrówki po miejscach, gdzie nikt przy zdrowych zmysłach nie zaglądał, a gdzie mieszkali ludzie wprost stworzeni do filmowania.

    DZ: "Pejzaż horyzontalny" wyrósł z takich właśnie spotkań?

    JK: Mój debiut fabularny rzeczywiście urodził się z nadmiaru materiału, jaki zebrałem realizując trzy filmy dokumentalne na terenie Huty Katowice. To był "Wielogłos", "Poszukiwacze jutra" i "Człowiek z cyfrą"...

    DZ:... nakręcony z fantazją, trochę ironiczny, trochę ciepły, z kapitalną rolą Jerzego Cnoty. Ten balladowy ton przeniósł pan potem do "Pejzażu horyzontalnego".

    JK: Bo takie były opowieści robotników, z których zbudowałem scenariusz, opatrzony świetnymi balladami Wieśka Dymnego. Część pewnie wymyślili, trochę dodałem od siebie, ale większość historii była prawdziwa i tak zabawna, że trudno było się im oprzeć. Zawsze są jakieś wielkie budowy, a na tych budowach szukają szczęścia zarówno pechowcy, jak cwaniacy. Zebrani w jednym miejscu tworzą niepowtarzalną społeczność.

    DZ: Sądzi pan, że dlatego ten film, nakręcony prawie trzydzieści lat temu, wciąż cieszy się takim wzięciem?

    JK: A może dlatego, że okazałem się wizjonerem?

    DZ: Przecież nie budujemy już Huty Katowice ani Bełchatowa, gdzie kręcone były zdjęcia, choć te nazwy nie padają.

    JK: Ale po tamtej budowie chadza dyspozytor z lunetą przy oku. Nie przypomina to pani współczesnego Big Brothera albo nawet lustracji...?



    Spotkanie z Januszem Kidawą w Katowicach
    Na projekcję „Pejzażu horyzontalnego” i rozmowę z Januszem Kidawą zaprasza dzisiaj (25.09.) MDK „Koszutka” w Katowicach (ul. Grażyńskiego 47). Rozmowę z reżyserem i dyskusję poprowadzi Marek Palka. Początek o godz. 17.00, wstęp wolny.

    Sonda

    Trwają tegoroczne egzaminy dojrzałości. A jak Ty wspominasz swoją maturę?

    • nie byłoby źle, gdyby nie to, że wszyscy dopytywali czy się uczę i niepotrzebnie mnie stresowali (38%)
    • moja matura to najłatwiejszy sprawdzian, jaki miałem w życiu (33%)
    • nie zdawałem matury (16%)
    • to był horror, zadania były trudne i nieadekwatne do tego, co robiliśmy na lekcjach (14%)